Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

Menu

Różanka

Najsłynniejszy szczeciński ogród ma wszystkie cechy legendarnego miejsca. Faktów znamy niewiele, wspomnień i opowieści całe mnóstwo.

Szczecińska Różanka Wysokie na kilkanaście metrów drzewa wokół ogrodu, gęste krzaki, wysoki żywopłot. Tu przebiega granica, za którą park Kasprowicza powoli zamienia się w Las Arkoński. Na starych mapach z przełomu XIX i XX wieku trudno odnaleźć to miejsce, wówczas, w co może ciężko uwierzyć, kompletnie pozbawione zieleni. Po prostu zwykła łąka z niewielkim stawem, który znajdował się mniej więcej pośrodku współczesnej Różanki.

Dziesięć tysięcy róż

Początki Różanki to 1928 r. Wówczas przy okazji wystawy ogrodniczej, połączonej ze spotkaniem w Szczecinie znanych ogrodników, powstał ogród różany. W pomyśle nie było nic wyjątkowego. W tamtym czasie rosaria tworzone przy parkach były w Europie czymś często spotykanym. Szczecin wyróżniała jednak skala przedsięwzięcia. Na kilkunastu rabatach posadzono osiem tysięcy krzewów róż. Oczywiście w różnych odmianach. W innych europejskich miastach rosaria kończyły się na kilku rabatach.

rozankaW 1935 r. rosarium zostało rozbudowane. Róż było już dziesięć tysięcy. Dodano pergole i ławki. Wtedy też powstała pieczołowicie dziś odtworzona fontanna "Ptasia studnia" z charakterystycznymi gęsiami zrywającymi się do lotu. Jej autorem jest niemiecki artysta Kurt Schwerdtfeger (1897-1966), który po studiach osiedlił się w Szczecinie i tu od 1925 roku kierował klasą rzeźby w Szkole Rzemiosł Artystycznych. Dodajmy, że to on także jest autorem stojącej na Warszewie rzeźby słonia, będącego również częścią fontanny (woda tryskała z ustawionej wówczas na sztorc, a nie jak teraz zawiniętej, trąby).

Ogród utrzymywany był przez miasto, ale ponoć spore zasługi w jego rozkwicie miało Towarzystwo Upiększania Miasta, społeczna organizacja, która dbała o powstawanie kolejnych "zielonych" miejsc w Szczecinie.

Nieprzypadkowa lokalizacja

Gdybyśmy mogli przenieść się w czasie do przedwojennego Szczecina, przekonalibyśmy się, że ogród stanowi część doskonale przemyślanego spacerowego szlaku. Największe atrakcje zaczynały się tam, gdzie jeszcze niedawno większość szczecinian kończyła spacer: za obecną ulicą Zalewskiego.

Przekraczając tę ulicę, spacerowicze mieli bowiem na szlaku nie tylko ogród różany. Zaraz za nim rozciągał się ogród botaniczny. Zaczął powstawać dwa lata przed Rosengarten (czyli ogrodem różanym), w 1926 r. Posadzono tu unikatowe w tej części Europy rośliny, np. jodłę hiszpańską i kalifornijską. Być może pochodziły ze znanych szkółek "Spaetha" z Berlina. Stamtąd przecież sprowadzano rośliny do Ogrodu Dendrologicznego w Przelewicach. Przez kilkadziesiąt lat wyrosły na dorodne egzemplarze, stanowiąc dziś nie mniejszą wartość niż róże.
Wśród drzew okalających Różankę jedno zasługuje na szczególną uwagę - metasekwoja chińska. Jeszcze w latach 40. XX w. uważano ją za gatunek wymarły. Znana była tylko z archeologicznych skamielin. W 1941 r. odkryto ją w Chinach. Pojawia się pytanie, kiedy została posadzona w Szczecinie? Nie może być nasadzeniem przedwojennym, choć z drugiej strony - jest to już spore drzewo, co najmniej kilkudziesięcioletnie. Na zachodniej granicy ogrodu botanicznego, tuż przy obecnej ul. Kochanowskiego witała gości bardzo znana wówczas w Szczecinie restauracja Lindenhof z wielkim letnim tarasem. A że Lindenhof nie była wcale ostatnią restauracją i kawiarnią wśród parkowych i leśnych alei, można powiedzieć, że Rosengarten znajdował się wręcz w sercu pięknego, zadbanego kompleksu zieleni.


Powojenna inwentaryzacja róż

Zaraz po wojnie nikt w Szczecinie nie miał głowy do zajmowania się różami. Na dodatek było to miejsce na uboczu, więc niebezpieczne. Kilka lat temu rozmawiałem z panem Marianem Szubertem, który trafił do Szczecina w 1948 r. i przez całe życie zawodowe związany był ze szczecińską zielenią. Także z Różanką. Opowiadał, że porządki w mocno już zdziczałym ogrodzie rozpoczęły się w latach 50. od szczegółowej inwentaryzacji róż. Naliczono wówczas około 1800 krzaków w 80 odmianach. Powstała nawet obszerna dokumentacja, ale ślad po niej zaginął. Rośliny były w marnym stanie. Ogrodnicy zdecydowali, że nadają się do wymiany łącznie z ziemią, w której rosły. Skala przedsięwzięcia w dość mrocznych czasach imponuje do dziś.

- Obcinaliśmy odcinek pędu z pączkami i zawinięte w ligninę wysyłaliśmy do szkółek ogrodniczych pod Warszawą, a także na Pomorzanach w Szczecinie, gdzie hodowano z tego zupełnie nowe okazy - opisywał prace Marian Szubert.

Nowe róże wracały do ogrodu, gdzie sadzone były dokładnie w tych klombach, w których dany gatunek rósł pierwotnie. Zachowany został układ klombów i alejek. Z jednym wyjątkiem. Pośrodku ogrodu wybudowano kilka niewielkich, połączonych ze sobą okrągłych basenów z fontanną.

Lata świetności i upadek

Ogrodem na stałe opiekowało się dwóch ogrodników, którzy zamieszkali w jednym z pobliskich domów. Działał system nawadniania klombów ukryty pod ziemią (tak jak jest to i teraz). Rozpoczęła też działalność kawiarnia "Różana", która rozlokowała się w drewnianym, jeszcze przedwojennym pawilonie stojącym w zachodniej części ogrodu, tej przylegającej do torów kolejowych. To właśnie tu, jak głosi jedna z legend, pod koniec lat 50. zainstalowany został pierwszy w Szczecinie publicznie dostępny telewizor.

Lata 50., 60. i początek lat 70. to okres świetności Różanki. To z tamtych czasów pochodzi większość wspomnień szczecinian mówiących o niezwykłości tego miejsca. Kres Różanki rozpoczął się w drugiej połowie lat 70. Ostatecznie pokonał ją kryzys końca lat 70. i wszechobecna w PRL filozofia: państwowe znaczy niczyje, można zabrać, uszkodzić.

Gdzieś w internecie znalazłem lapidarną opowieść o upadku Różanki podpisaną "Woti de Sedina": "W późnych latach 70. miejsce to zaczęło podupadać, do tego stopnia, że nawet drewniany pawilon (...) kawiarenki bardziej zaczął przypominać budkę z piwem na zapomnianym osiedlu niż obiekt mogący gościć babcie i wnuki pospołu. Wtedy to obiekt nawiedzali żacy z pobliskiej ulicy wieszcza Słowackiego [czyli Akademii Rolniczej - red.] i pospołu z miejscowym "towarzystwem" rzeczone piwo pili, w dni słoneczne okupując także pobliskie ławeczki".

Róże rozkradziono, klomby zarosły trawą i chwastami, kafle w basenach rozbito, podobnie ptasią fontannę. Jej elementy z rzeźbami gęsi na czele zabrali w porę pracownicy urzędu Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

- Ta róża jest właśnie z tego ogrodu - pokazuje mi okazały krzew mieszkaniec pobliskiej wilii. - Wykopałem, widząc, że wszystko idzie ku upadkowi - usprawiedliwia się.

W 1983 r. zdewastowany ogród miasto przekazało w wieczyste użytkowanie Kościołowi. Miał tu powstać przylegający do powstającego właśnie seminarium duchownego Dom dla Księży Seniorów. Kościół dość miał jednak problemów z budową samego seminarium, by uporać się także i z tą inwestycją. Troska o teren objawiała się jedynie późną wiosną, kiedy klerycy ruszali z kosami ścinać chwasty i wysoką trawę. To był ostateczny koniec "tamtej" Różanki.

Powrót ogrodu

Nadzieja pojawiła się w latach 90., kiedy teren Różanki objęty został ochroną konserwatora zabytków. Całe szczęście, bo pomysły były różne. Jeden z przedsiębiorców usilnie dążył do budowy w tym miejscu miasteczka ruchu drogowego. I był święcie oburzony, że jego inicjatywa "zmierzająca do uporządkowania terenu" nie znajduje zrozumienia. Impuls do działania dała jedna z czytelniczek "Gazety", pani Jadwiga Gondek. W maju 2000 r. w cyklu "Magiczne miejsca" opublikowaliśmy jej wspomnienia.

"Do Szczecina przyjechałam w 1952 roku i nie od razu odkryłam to miejsce, które później stało się dla mnie tym magicznym zakątkiem, gdzie po jakichś nerwowych przeżyciach szukałam wyciszenia, a po zmęczeniu - wypoczynku. Przez patriotyzm lokalny czułam się dumna z istnienia w moim mieście tak uroczego zakątka i chętnie pokazywałam go przyjezdnym." pisała pani Jadwiga. Jeszcze w tym samym miesiącu wraz ze szczecińskim oddziałem TVP "Gazeta" ruszyła z akcją "Odtworzyć Różankę". W efekcie na terenie zdewastowanego ogrodu doszło do pierwszego spotkania władz miejskich i kościelnych.

Ale ówczesne władze Szczecina nie porozumiały się z Kościołem. Chodziło o grunty, które w zamian za oddanie Różanki miałby otrzymać. Pat trwał do maja 2005 r. Wówczas to rządząca ekipa Mariana Jurczyka zaproponowała Kościołowi działkę przy ul. Arkońskiej wraz z budynkiem. We wrześniu 2006 r. doszło do zamiany i zaraz potem ogłoszono przetargi na prace związane z odbudową ogrodu.

Inwestorem został Zakład Usług Komunalnych (czyli miasto), projekt odtworzenia przygotowała architekt Małgorzata Haas-Nogal. Wyborem gatunków róż i ich układem zajęła się dr hab. Urszula Nawrocka-Grześkowiak. Prace wykonało konsorcjum firm J.Rosiek & D.Sobczyński i Sial. Różanka wróciła do Szczecina.

Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 14 V 2007 r.