Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

Menu

Newsletter

Najnowsze wydarzenia bezpośrednio na e-mail?
Zapisz swój adres na listę naszego Newslettera.

zapisz adresusuń adres

BYCIE Z WIERSZEM - rozmowa Zamkowych Propozycji Kulturalnych

Inne propozycje Miejsce: Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

Wstęp: -

Kiedy:
22-01-2015 -27-02-2015

Podczas styczniowej edycji Szczecińskiego Salonu Poezji, gdzie Beata Zygarlicka - aktorka Teatru Współczesnego w Szczecinie - czytała wiersze Cypriana K. Norwida, przeprowadzona została rozmowa z tej okazji z aktorką. Jej tekst zostanie też opublikowany w lutowym programie Zamkowych Propozycji Kulturalnych.

beata_zygarlicka_1
BYCIE Z WIERSZEM

ROZMOWA Z BEATĄ ZYGARLICKĄ

Mirosław Witkowski: Podczas ostatniego Szczecińskiego Salonu Poezji czytałaś poezję Norwida. Czy nie sądzisz, że przy tej okazji warto porozmawiać o ludziach odchodzących? Spójrz, ilu ostatnio ważnych dla naszej kultury ludzi odeszło: Krauze, Barańczak, Konwicki...

Beata Zygarlicka: No i jeszcze Danuta Michałowska, najważniejszy człowiek od czytania poezji w Polsce. Aktorka, mistrzyni, profesor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Była moją profesorką w szkole teatralnej, gdzie uczyła mnie przez cztery lata. Przyjaciółka i zaufany człowiek papieża Jana Pawła II. Pierwsze kroki na scenie stawiała pod okiem Juliusza Osterwy. Podczas II wojny światowej związana była z konspiracyjnym Teatrem Rapsodycznym, grając obok Karola Wojtyły.
Dla mnie to było ogromne szczęście trafić do grupy profesor Michałowskiej. Jej wychowankami są też Krzysztof Globisz, Anna Dymna i wielu innych. Profesor Michałowska uczyła nas czytać poezję. Napisała najbardziej autorytatywny podręcznik do czytania poezji. Mistrzyni w odczytywaniu Norwida.
Wielu teraz odchodzi. Dlatego za księdzem Twardowskim warto przypominać: Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.

Czy Norwida dobrze się czyta?

- Lubię czytać Norwida, ale nie wiem czy robię to dobrze, niech oceni osoba słuchająca, nawet nie powiem, że widz. Nie wiem, czy publiczność Zamku można zaliczyć do widzów, bo to przede wszystkim ludzie słuchający. Na Szczecińskim Salonie Poezji oprócz aktora jest również muzyka, więc mamy tu kilka osób tego dramatu, a właściwie cztery potężne siły energetyczne: muzyk, aktor, poezja i muzyka.
Rzecz niezwykła, bo to sztuka wysoka, elitarny gatunek, nie dla wszystkich. Sam Norwid wymaga przecież jakiegoś przygotowania intelektualnego. Chyba że ktoś jest takim instynktowcem, że poprzez rytm odczytuje poezję. Co jest możliwe i zdarza się. Lecz jest trudne.
Norwid na szczęście jest bardzo wymagającym poetą, a przez to nie jest nudny. Jest piękny i smutny, i bardzo dotykalny, jak człowiek bez skóry. Jego poezja jest diabelnie inteligentna. Norwid jest inny: samotny, tęskniący, depresyjny. Wszystko, co mieści się w samotności, to emocje.

Norwid pisał o rzeczach wielkich i pochylał się nad Innym.

- Tak, Rilke też to robił. Ale ty mówisz o fabule, o historii, która jest zawarta w tych wierszach, a ja mówię o nieco innej stronie. O warstwie intelektualnej. Historia sama w sobie, dobrze napisana, opowiada się sama. Natomiast w poezji Norwida jest jeszcze rytm, tempo-rytm, jest wiele innych ważnych rzeczy.

Zauważyłaś, że mało jest miejsc, gdzie można spotkać się z czytaniem poezji?

- Zamek jest jedyny, który tym się zajmuje; nie ma w Szczecinie takiego innego miejsca. Wspaniale że robi to Zamek. Na tak ogromne miasto, jak nasze, jest to jedyna scena zajmująca się poezją. Co zakrawa na kpinę, bo poezja, tak jak zresztą każda sztuka, rozwija człowieka. Chwała Michałowi Kaweckiemu, że się tym w ogóle zajął. Bo gdyby nie on, zostalibyśmy na lodzie.

Może teatr powinien to robić? Albo domy kultury?

- To nie jest rolą teatru. Teatr jest od przedstawiania sztuk dramatycznych, które są zupełnie innym rodzajem sztuki. Czytanie poezji nie należy do teatru. Może domy kultury czasem robią coś w tym kierunku, ale to powinno być profesjonalne czytanie poezji. Mnie zawsze bawi, kiedy autor czyta wiersze. Słucham płyt Broniewskiego czytającego swoje wiersze, słucham Stachury. To jest fajne, zabawne, ale nie o takie emocje chodzi przy czytaniu poezji.

A o jakie emocje chodzi?

- Poezja poprzez swój rytm działa, mówiąc prosto, podprogowo. Sama w sobie jest również przekaźnikiem słowa. Poprzez słowo człowiek staje się bytem samoistniejącym, to znaczy że potrafi siebie sformułować i opisać. Opisać pięknie - po to jest poezja. Kiedy utracimy tę zdolność, utracimy wszystko. Cywilizacja to zestaw narzędzi zbudowanych na słowie.
Poezja zapisuje emocje. Przecież aktor czytający poezję nie gra, on czyta, a wyobraźnia widza gra. Na tym polega różnica dobrego czytania wiersza. Ja musze tylko odpowiednio rozszyfrować, rozczytać rytm, intelektualnie przemyśleć i podać doskonałym słowem. Widz czy słuchacz zrobi resztę w głowie. Ja muszę pobudzić tylko wyobraźnię.

Aktor dramatyczny czyta poezję jakby z kontekstem. Tworzy kulisy tego wiersza, osnowę, tło.

- Nas uczy się tego w szkole. Mamy zajęcia, które nazywają się Wiersz. Szkoła teatralna to szkoła zawodowa. Uczą albo lepsi albo gorsi profesorowie. W Krakowie uczą już wychowankowie profesor Michałowskiej, wymienieni Globisz, Dymna, ale też Monika Rasiewicz, Jurek Radziwiłowicz.
Dlatego człowiek z ulicy nie jest w stanie przeczytać dobrze wiersza, nie potrafi mówić szeroką samogłoską. Co najwyżej jest w stanie go usłyszeć. Wspominam jedynie o technicznych rzeczach, pomijam wyobraźnię, której trzeba użyć podczas czytania wiersza, żeby przestrzeń, która się otwiera przez samogłoskę, przez energię, dzięki rytmowi zawartemu w wierszu, pobudzała wyobraźnię słuchacza. Wtedy tylko można napełniać się następną przestrzenią. Usłyszeć dobry wiersz, dobrze podany, to jak nauczyć się obcego języka!

W szkołach młodzież nie chce mieć zajęć z poezji i właściwie szkoła odchodzi od języka poezji.

- Bo nauczycielki są źle wykształcone, nie potrafią ukazać dzieciom i młodzieży, co to jest poezja. Weźmy na przykład poezję Przybosia. Przyboś zawierał całe rebusy w swoich wierszach. Przecież to jest niezwykła zabawa. Jakby gra komputerowa. Jeżeli rozszyfrujesz pierwsze dwa wersy to, dzięki narzędziom w nich zawartym, otrzymujesz kolejne dwa. Zaliczasz kolejne poziomy.
Nauczycielki same nie potrafią czytać wierszy. Opierają się na jakichś kretyńskich pomocach dydaktycznych, gdzie jest napisane, co poeta chciał przez to powiedzieć. A to jest nic nie warte. Bo wtedy myślimy tylko o jakiejś prymitywnej analizie, ale analiza to nie jest ani czytanie wiersza, ani bycie z wierszem. Nauczmy dzieci i młodzież najpierw rozczytywać się w wierszach. Młodzi ludzie nie są idiotami. Narzędzia do czytania poezji powinny dostać w szkole. Tego się trzeba nauczyć.

Jak rozumiesz bycie z wierszem?

- Rozczytanie jego rytmu, bo poezja jest jak taniec. Czy ktoś powie, że młody człowiek nie lubi tańczyć? Młodzi to robią instynktownie. Dajmy im tylko narzędzia. Jak dotąd szkoła nie jest w stanie tego dać.

Rozmawiał: Mirosław Witkowski

________________
Beata Zygarlicka
Aktorka teatralna i filmowa. Pracę w Teatrze Współczesnym rozpoczęła w latach 1982-84 w zespole pomocniczym. Po ukończeniu studiów aktorskich w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie (1988) powróciła do zespołu Współczesnego.
Obecnie można ją zobaczyć m.in. w przedstawieniach: Szkoła żon (reż. Justyna Celeda), Seks dla opornych (reż. Justyna Celeda), Pan Tadeusz (reż. Irena Jun), Makbet (reż. Marcin Liber), Ożenek (reż. Justyna Celeda), Utwór o Matce i Ojczyźnie (reż. Marcin Liber), ID (reż. Marcin Liber), Zemsta (reż. Anna Augustynowicz).
Zdobyła wiele prestiżowych nagród, m.in. Bursztynowy Pierścień 2010 - szczecińską nagrodę teatralną, uznana za Aktorkę Roku (rola w spektaklu Utwór o Matce i Ojczyźnie, reż. Marcin Liber).
Współpracuje z Telewizją Polską, głównie z Teatrem Telewizji. Grała w wielu filmach. Bierze czynny udział w projektach z pogranicza teatru i plastyki.


 

Słowa kluczowe: Zamek, Szczeciński Salon Poezji, Beata Zygarlicka, poezja

« Powrót do poprzedniej strony