Rozmowa ze Stanem Borysem

Stan Borys – muzyk, kompozytor, aktor i poeta, współzałożyciel legendarnego zespołu Blackout, laureat Honorowego Złotego Mikrofonu przyznanego przez Polskie Radio. Podczas spotkania w Zamku Książąt Pomorskich w ramach cyklu Zamkowy Gwiazdozbiór artysta zaprezentował swój autorski tomik poezji „Daleko Donikąd”, przybliżając słuchaczom swoją muzyczno-literacką biografię.

 

Obok nienawiści jest jeszcze słowo miłość

Stan Borys o poezji w tomie „Daleko Donikąd”: Zawsze uwielbiałem recytować poezje; szukałem w niej skrzydeł, które mogłyby mnie unieść ponad poziom przeciętności. Szukałem w niej boskości, którą czułem, że jest we mnie, a nie umiałem jej sam opisać. Nigdy też nie uczyłem się pisania poezji, szedłem krokiem zamaszystym śladami poetów moich mistrzów. Aż przyszła Ona Matka Boska Poetycka, która zdjęła zasłonę z moich oczu i pozwoliła patrzeć, obserwować i czuć nieskończenie. Nauczyłem się śpiewać i tak na skrzydłach poezji unoszę się dzisiaj.

 

W pańskim życiu poezja ma wielkie znaczenie. Ale jakie znaczenie ma dla innych ludzi? Jakie ma znaczenie dla zwykłego człowiek poetycka metafora?
Przestraszyłem się tym, co pan mówi, że język poezji może być niepotrzebny człowiekowi. Dotarłszy do czasów, w których żyję, boję się tego. Dla mnie to temat trudny. Odpowiem więc taką historią. Na Uniwersytecie Illinois reżyserowałem spektakl „Norwid i niewola” w setną rocznicę śmierci poety, spełniając przy tym swoje wielkie marzenie, następnie słuchowisko, które nagrałem na płytę „Piszę pamiętnik artysty – hańba temu, kto o tym źle myśli”. I ktoś z moich przyjaciół poetów powiedział wówczas, że głównie ta druga część zdania pasuje do Polski: „Hańba temu, kto o tym źle myśli”. Chyba byłaby to moja dobra odpowiedź na to pytanie, dlaczego tak niewiele osób interesuje się poezją. Otóż hańba temu, kto o tym źle myśli. Jeżeli nie stworzymy wyobraźni w człowieku to znaczy, że w ogóle nie mamy o czym rozmawiać.

 

Język poetycki nie jest też obecny w mediach.
Ponieważ mamy do czynienia ze środkami masowego przekazu, które nie tylko upadają na dno, ale jeszcze kopią pod powierzchnią ziemi. Czy ja nie jestem potrzebny w tym kraju, ponieważ śpiewam wiersze Tadeusza Urgacza, Jana Pawła II, śpiewam Mickiewicza, Jana Lechonia.

Z pewnością mój występ nie byłby możliwy na takim spędzie jak telewizyjny Sylwester czy inne festyny bądź stadiony. Opinią publiczną zawładnęły informacje, jakie są kropeczki w spódnicach, czyli taka chodnikowa mowa polska. Mnie zaciekawia to, co jest bardziej wartościowe.

Na początku mojej drogi wokalnej zaczynałem od śpiewania poezji Bogdana Loebla, wcześniej będąc nasączonym wieloma konkursami recytatorskimi, w których brałem udział, łącznie z moim pobytem w Szczecinie w Teatrze 13 Muz, jeszcze w latach sześćdziesiątych. Nawet dostałem wówczas nagrodę za poezję Gałczyńskiego. I oto w tej chwili, po latach, teraz, dzisiaj, jutro, będę nagrywał po raz kolejny wiersz Gałczyńskiego, jeden z najpiękniejszych jego tekstów. Nie zdradzę o jaki chodzi do chwili, gdy będzie to gotowe.

 

Ale czy usłyszymy to w radio? Prywatne radia w Polsce emituje to, co przynosi zysk, głównie muzykę komercyjną.
I tu jest problem. Pewnie nie zagra tego żadne radio, ponieważ prywatne radia w Polsce działają tak, że ten, kto płaci, narzuca repertuar na antenie. Właściciel stacji decyduje o programie. Płaci i wymaga. Gdy byłem w programie jednej z dużych stacji radiowych na dwugodzinnym wywiadzie, gdzie przyniosłem swoją nową płytę „Ikona”, nie zilustrowano wywiadu moją muzyką, tylko inną, ustaloną przez właściciela tej stacji. To ten zachodni przedsiębiorca wyznacza z góry muzykę, która obowiązuje w ramówce rozgłośni. Dziś nie ma już wielkich redaktorów muzycznych, jak kiedyś, tylko są ludzie, którzy puszczają muzykę – ja ich nazywam: puszczacze płyt. Dostają temat do zapowiedzi i muzykę, która jest im zadana, pomijając krajową twórczość promowaną przez wytwórnie i wykonawców.

Są to problemy, z którymi spotykają się wszyscy polscy wykonawcy. Nie dba się o swoich, jak to robią inne kraje. W Ameryce opowiadam nawet taki żart, że w Stanach nie puszcza się muzyki Stana, bo tam się dba o swoich. Nie tak jak w Polsce. Mało jest u nas polskiej muzyki. Przeważa amerykańska muzyka, amerykanizmy w języku. Jestem temu przeciwny. Mam nadzieję, że nie zapomnimy o języku polskim.

To co, pana zdaniem, należałoby uczynić, by słuchacze chcieli słychać polskiej muzyki, chcieli czytać polskie wiersze?
Nasz kraj jest raczej biedny. I ludzie, związki zawodowe, stowarzyszenia są biedne, dlatego nie są w stanie wymusić tego, co ma miejsce w innych krajach, czyli procentowego rozliczenia emitowanej muzyki w radio. Tylko radio publiczne musi grać muzykę polską w 60 procentach, podobnie jak we Francji czy Niemczech. A ja uważam, że nawet 60 procent to za mało.

Cieszę się, że Polacy są zainteresowani muzyką zachodnią, że jest grana w programach radiowych różnego rodzaju muzyka, bo to rozszerza horyzonty, ale doceńmy też tych, którzy tu mieszkają i z tego żyją.

 

Są stacje w Polsce, które nadają wyłącznie polską muzykę.
Ale wyłącznie disco polo, na którego temat wyrażać się mi nie wypada. Według decydentów telewizji polskiej ostatni Sylwester był sukcesem, słyszałem nawet takie jego podsumowano: „ściernisko wypełniło się fantastyczną muzyką”. Na tym ściernisku grano przede wszystkim disco polo. Na tych imprezach sylwestrowych angażuje się wykonawców, którzy dostają pół miliona za dwie piosenki z playbacku. W taki sposób wykorzystuje się polską hojność.

 

Ale wróćmy do poezji, od której zaczęliśmy rozmowę. Co można zrobić, by jej język został zauważony przez ludzi, przez młodzież zwłaszcza?
Trzeba o niej mówić, pisać, głosić, śpiewać. Wychodzić z tym do ludzi. Wielokrotnie występowałem recytując i śpiewając wielką poezję, klasyków polskiej poezji – Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Norwida i innych. Jeżeli w naszym życiu nie znajdziemy ani chwili na metaforę poetycką, o której była mowa, na tę myśl, na wolność, na czas człowieczy, a to dzieje się w Polsce, to będzie koniec.

Jest coraz mniejsze pole manewru. Kurczą się choćby możliwości prezentowania utworów, które umieściłem na płycie „Ikona”, mimo że znajdują się tam teksty mistrzów naszego języka.

Jest też w moim tomie „Daleko Donikąd” takie sformułowanie: „Wyprzedź samego siebie”. Otóż trzeba głosić, że nie ma innej drogi do człowieczeństwa niż przez język poetycki (nie bądź jednym z nich / bądź jedynym / pozostań z obrazem snów / one jedyne twoje – w tobie).

 

Wiele pisze pan o bólu, że bez niego nie ma tworzenia.
Sądzę, że to jest myśl przewodnia każdego poety, by wpaść w otchłań rozterki, a później wydobywać się z tego poprzez słowo. Jak można tworzyć poezję, jeżeli nie doznaje się bólu? Jak stawić czoło trudnościom, jak pokonać ból, jeżeli teraz tak łatwo można sięgnąć po wszystko, co go uśmierza, czego nam brakuje.

Mam wrażenie, że nie jestem człowiekiem, który może usiąść przy stole i patrzeć w białą kartkę. Czasem poeci mówią, że tak bardzo nudna była ta kartka, aż musieli ją zapełnić słowami. Nie mam takiej potrzeby. Dochodzę do ściany i albo padam pod tą ścianą, albo wybijam dziurę głową. I to jest ta forma wyzwolenia pierwotnego, skłaniająca do pisania.

Poezję można pisać klikając w komputerze. Ale taka poezja chyba nie jest z bólu. Żyjemy w czasach powszechnej możliwości zaspokojenia. A poeta musi cierpieć, by poznać smak życia. Mało wartościowy człowiek powstaje, gdy programowo unika każdego cierpienia. To nie dotyczy tylko nas, ale tak się sprawy mają na całym świecie, w życiu każdego człowieka. Kto przeżył ból, ten wie, jak pisać o radości. Wiadomo, że celem człowieka jest pragnienie, by ułatwiać sobie życie, ale żeby aż tak. Zapominamy o tym, że jest jeszcze nienawiść, ale obok nienawiści jest jeszcze słowo miłość.

To co, pana zdaniem, należałoby uczynić, by słuchacze chcieli słychać polskiej muzyki, chcieli czytać polskie wiersze?
Nasz kraj jest raczej biedny. I ludzie, związki zawodowe, stowarzyszenia są biedne, dlatego nie są w stanie wymusić tego, co ma miejsce w innych krajach, czyli procentowego rozliczenia emitowanej muzyki w radio. Tylko radio publiczne musi grać muzykę polską w 60 procentach, podobnie jak we Francji czy Niemczech. A ja uważam, że nawet 60 procent to za mało.

Cieszę się, że Polacy są zainteresowani muzyką zachodnią, że jest grana w programach radiowych różnego rodzaju muzyka, bo to rozszerza horyzonty, ale doceńmy też tych, którzy tu mieszkają i z tego żyją.

 

Są stacje w Polsce, które nadają wyłącznie polską muzykę.
Ale wyłącznie disco polo, na którego temat wyrażać się mi nie wypada. Według decydentów telewizji polskiej ostatni Sylwester był sukcesem, słyszałem nawet takie jego podsumowano: „ściernisko wypełniło się fantastyczną muzyką”. Na tym ściernisku grano przede wszystkim disco polo. Na tych imprezach sylwestrowych angażuje się wykonawców, którzy dostają pół miliona za dwie piosenki z playbacku. W taki sposób wykorzystuje się polską hojność.

 

Ale wróćmy do poezji, od której zaczęliśmy rozmowę. Co można zrobić, by jej język został zauważony przez ludzi, przez młodzież zwłaszcza?
Trzeba o niej mówić, pisać, głosić, śpiewać. Wychodzić z tym do ludzi. Wielokrotnie występowałem recytując i śpiewając wielką poezję, klasyków polskiej poezji – Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Norwida i innych. Jeżeli w naszym życiu nie znajdziemy ani chwili na metaforę poetycką, o której była mowa, na tę myśl, na wolność, na czas człowieczy, a to dzieje się w Polsce, to będzie koniec.

Jest coraz mniejsze pole manewru. Kurczą się choćby możliwości prezentowania utworów, które umieściłem na płycie „Ikona”, mimo że znajdują się tam teksty mistrzów naszego języka.

Jest też w moim tomie „Daleko Donikąd” takie sformułowanie: „Wyprzedź samego siebie”. Otóż trzeba głosić, że nie ma innej drogi do człowieczeństwa niż przez język poetycki (nie bądź jednym z nich / bądź jedynym / pozostań z obrazem snów / one jedyne twoje – w tobie).

 

Wiele pisze pan o bólu, że bez niego nie ma tworzenia.
Sądzę, że to jest myśl przewodnia każdego poety, by wpaść w otchłań rozterki, a później wydobywać się z tego poprzez słowo. Jak można tworzyć poezję, jeżeli nie doznaje się bólu? Jak stawić czoło trudnościom, jak pokonać ból, jeżeli teraz tak łatwo można sięgnąć po wszystko, co go uśmierza, czego nam brakuje.

Mam wrażenie, że nie jestem człowiekiem, który może usiąść przy stole i patrzeć w białą kartkę. Czasem poeci mówią, że tak bardzo nudna była ta kartka, aż musieli ją zapełnić słowami. Nie mam takiej potrzeby. Dochodzę do ściany i albo padam pod tą ścianą, albo wybijam dziurę głową. I to jest ta forma wyzwolenia pierwotnego, skłaniająca do pisania.

Poezję można pisać klikając w komputerze. Ale taka poezja chyba nie jest z bólu. Żyjemy w czasach powszechnej możliwości zaspokojenia. A poeta musi cierpieć, by poznać smak życia. Mało wartościowy człowiek powstaje, gdy programowo unika każdego cierpienia. To nie dotyczy tylko nas, ale tak się sprawy mają na całym świecie, w życiu każdego człowieka. Kto przeżył ból, ten wie, jak pisać o radości. Wiadomo, że celem człowieka jest pragnienie, by ułatwiać sobie życie, ale żeby aż tak. Zapominamy o tym, że jest jeszcze nienawiść, ale obok nienawiści jest jeszcze słowo miłość.